“Sztuka powinna wychodzić do ludzi.” – wywiad z Rozalią Kostką.

Czerwiec 24, 2010

Rozmawiała Iga Urbańska

fot. Martyna Woch

Nagrodzona w tegorocznej edycji Fresh Zone, Rozalia Kostka jest studentką wydziału rzeźby krakowskiej ASP, ale jej twórczość nie ogranicza się do studiowanej dziedziny, znana jest przede wszystkim ze swoich prac przeznaczonych do eksponowania w przestrzeni publicznej oraz projektów związanych z planowaniem przestrzeni. Jak sama twierdzi często inspiracją stają się dla niej absurdalne skojarzenia, niekonwencjonalne zachowania i prowokacja. Projekt dla ArtBoom nie jest jej pierwszym doświadczeniem związanym z festiwalem sztuki w przestrzeni publicznej, brała udział w warszawskich Przemianach oraz w „Siete en Ligne” w Belgii.

Iga Urbańska.: Studiujesz na ASP na wydziale rzeźby, ale z Twoich prac wynika, że bardziej interesują Cię zagadnienia związane z planowaniem przestrzeni.Jaki jest twój cel? Chcesz odświeżyć wizerunek miasta, zaskoczyć mieszkańców, wywołać dyskusję?

Rozalia Kostka: Wydaje mi się, że sztuka powinna być, powstawać bliżej ludzi. To jest trudne, bo ludzie nie mają na to czasu i wolą iść na wódkę niż do muzeum. Poza tym jest spora konkurencja: telewizja, internet, rozrywka, wszystko jest na wyciągnięcie ręki! Czemu i ze sztuką nie mogłoby tak być? Miasto ma niesamowity potencjał i to nie tylko centrum, ale przede wszytskim obrzeża, często zapominane, traktowane jak “miasto” drugiej kategorii. Sama mieszkam w dzielnicy daleko od centrum i na co dzień obserwuję, że nic się tu nie dzieje…

I.U.: Twoje projekty są zapewne zaskakujące dla ludzi, którzy z reguły nie są przygotowani na kontakt z dziełem sztuki poza przestrzenią muzealną.

fot. Martyna Woch

R.K.: Uważam, że często trzeba trochę “podrażnić” ludzi, aby na coś zwrócili uwagę, np. budowa paryskiego Pompidou była bardzo kontrowersyjna, budynek się nie podobał. Teraz, po 20 latach jest on integralną częścią starego Paryża, pięknie się zestarzał, a jego funkcjonalność jest wciąż wystarczająca. Ludzie tam przychodzą i mają kontakt nie tylko ze sztuką. Poza tym każde miasto ma niesamowity potencjał żeby ukryć w nim różne obiekty, które pojawiałyby sie w nim nie tylko przy okazji festiwalu, żeby bawić się z widzem.

I.U.: “Non-Kraków” zrealizowany w ramach Fresh Zone i zwycięski projekt na zagospodarowanie ronda w Grodzisku Mazowieckim wykonany z Marcinem Sikora czyli “Patrzały”- oba, mimo, ze zupełnie różne, mocno ingerują w przestrzeń miejską, są zaskakujące, nie można być wobec nich obojetnym.

R.K.: Jadąc drogą często widziałam różne rury, o różnych grubościach, które nie wiadomo skąd wychodziły, potem znikały, potem znów się pojawiały, nigdy nie wiadomo było dokąd wiodą. Pomyślałam więc, że wszystkie one wyłonią się na rondzie w Grodzisku Mazowieckim. Poza tym widok takich oczu na rondzie może być zadziwiający, to tak, jakby ktoś nam się przyglądał- ktoś, ale być może nie istota ludzka☺. Projekt “Patrzały” jeszcze nie został zrealizowany, więc nie wiem jak na niego reagują przechodnie, a raczej kierowcy. Spotkałam się z opinią, iż uniwersalność tego projektu polega na tym, że mógłby on stać w każdej przestrzeni.

I.U.: Mam wrażenie, że ważniejsze dla Ciebie od samego dzieła sztuki jest reakcja zachodząca między nim, a otoczeniem w jakim się znajduje oraz zwracanie uwagi na otaczającą przestrzeń i jej problemy. Dzieło wydaje się w tym kontekście być pretekstem do interakcji z widzem. Dowodem na to są prace wykonane we współpracy z Piotrem Świątoniowskim i Marcinem Sikorą na festiwal “Site en Ligne”.

R.K.: Pamiętam bardzo pozytywne reakcje ludzi na te prace, np. gaśnice na drzewach. Ludzie najpierw zauważali jedno, potem kolejne, aż w końcu byli w lesie, gdzie każde drzewo miało swoją ochronę. Tak samo było z drzewami zabezpieczonymi wielkimi klipsami, takimi jak te, którymi zabezpiecza się w sklepach ubrania przed kradzieżą. Często wywiązywały się dyskusje z oglądającymi.Jedni widzieli w tym protest ekologiczny, inni dowcip, a jeszcze inni po prostu lepiej się czuli gdyby te gasnice naprawdę były w lesie. Chciałabym, żeby koło moich prac nie przechodziło się obojetnie. Lubię prace, które są częścią jakiejś przestrzeni, a nie tylko kolejnym przedmiotem w niej ustawionym. Wolałabym żeby je ktoś ukradł, niż ogrodził płotem z napisem “NIE DOTYKAĆ”

I.U.: Na zakończenie chciałabym porozmawiać o twoim projekcie zagospodarowania placu Szczepańskiego, uwzględniał on dużo zieleni, i to nie w postaci klombów czy skwerów, ale wysokich drzew, nie spotykanych raczej na miejskich placach. Obecnie możemy podziwać pierwsze efekty zagospodarowania placu według projektu zupełnie innego niż twój, chciałaby się powiedzieć: bardziej bezpiecznego. Co sądzisz o upodobaniu do architektury zachowawczej, niezbyt nowoczesnej?

R.K.: Inspiracją do powstania projektu był budynek paryskiej biblioteki im. F. Miteranda zaprojektowany przez Dominika Perraulta. Architekt w wielkim, prostokątnym atrium na parterze przeniósł las z wielkimi, kilumetrowymi sosnami, brzozami, trawą itd. Pomyślałam sobie, że zagospodarowanie takiego placu sosnami dałoby ludziom oddech i wniosło niespodziankę. Las kojarzy się z odpoczynkiem, relaksem, świeżym powietrzem, beztroską. Plac jako miejsce, w którym ludzie mogą się rozluźnić, położyć na trawie i zamknąć oczy. Nie lubię placów jak pustynie, przez które tylko się przemyka, które w żaden sposób nie zachęcają by na nich zostać. Takie martwe przestrzenie mnie przerażają.

W Krakowie drażni mnie podchodzenie do wszystkiego zbyt serio. Myślę, że jest tu wystarczająco poważnie, trochę eksperymentu, koloru i szaleństwa przydałoby się temu miastu. Poza tym nowe, piękne obiekty mogłyby także przyciagnąć turystów, którzy nie podróżowaliby tylko drogą królewską, ale odpoczęli na jakimś “wariacko” zagospodarowanym placu.
Tworzenie bezpiecznej architektury jest zawsze wygodne. Współczesne zagospodarowanie przestrzeni nie kojarzy się dobrze. Architekci boją się eksperymentów, są zachowawczy lub często stają się niewolnikami swojego ‘stylu’, żeby zobaczyć coś dobrego trzeba najczęściej wyjechać z Polski i wtedy widzi się, że współczesne obiekty wcale nie muszą straszyć.
Jeśli chodzi o plac Szczepański to może lepiej działałby tam plac dla deskorolkarzy z wielką ścianaądo wykonywania graffiti?☺
I.U. : Ciekawy pomysł. Dziekuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.